STRONA GŁÓWNA      PRZECZYTANE      O MNIE       PARTNERZY       KONTAKT/WSPÓŁPRACA             Facebook Instagram  Ask.Fm  Lubimy czytać

13 grudnia 2015

"Przybysze" - Melissa Marr


Klimat rodem z Dzikiego Zachodu, autentyczni bohaterowie o szemranej przeszłości, magia, fantastyczne bestie i Melissa Marr w roli autorki - wobec takiej mieszanki wybuchowej po prostu nie mogłam przejść obojętnie. Nic dziwnego, że zapragnęłam sięgnąć po powieść Przybysze - ciekawość była silniejsza ode mnie i musiałam zatopić się w lekturze tej książki jak najszybciej. Szkoda tylko, że nikt mnie nie ostrzegł przed czekającą mnie przeprawą przez nudne opisy, irytującymi postaciami i niezbyt porywającą fabułą, która woła o pomstę do nieba...

W religii katolickiej, jeśli będziesz złym człowiekiem i nie okażesz w odpowiednim momencie skruchy, trafiasz do Piekła. U Melissy Marr nie jest aż tak przerażająco, bowiem lądujesz w alternatywnym świecie, tzw. Bezdrożach, po czym stajesz się Przybyszem, czyli jeleniem z łapanki, którego zadaniem jest obrona ludzi przed istotami nie z tego świata. Właściwie brzmi to dość ciekawie - zdecydowanie lepiej niż wieczna tortura w kadzi pełnej gotującej się lawy, czy czym to tam w kościołach aktualnie straszą. Taka jest rzeczywistość bohaterów powieści Przybysze - dzieła, które z powodzeniem mogłoby konkurować z Greyem o miano najgorszej książki roku.

Od czego by tu zacząć moją tyradę? Może od świata przedstawionego, który według opisu miał być połączeniem Dzikiego Zachodu i fantastycznej krainy pełnej magicznych stworzeń? Ostatecznie pomysł ten spalił na panewce, ponieważ autorka szybko straciła zapał do kreowania swojej wizji tak, by czytelnik też miał szansę poznać bliżej miejsce, do którego sprowadziła swoich bohaterów. Tymczasem Melissa Marr najpierw przyciągnęła odbiorców niebanalnym połączeniem dwóch przeciwstawnych sobie światów, a następnie zadowoliła się od czasu do czasu wetkniętym między durne dialogi zdaniem o tym, co też bohaterowie mogliby zobaczyć, gdyby tylko zachciało jej się o tym pisać. Zdawkowość informacji na ten temat doprowadzała mnie do szału, ponieważ lubię wyobrażać sobie świat, w którym żyją postacie z czytanych przeze mnie książek, a tutaj zostało mi to odebrane.

Kolejnym koszmarem Przybyszów Melissy Marr są bohaterowie. Ci, których określano jako autentycznych i z szemraną przeszłością, dla mnie byli zwyczajnymi idiotami. Nierozsądni, zmienni, dziecinni, niezdecydowani - postaci z tej książki to po prostu banda co rusz zmieniających zdanie ludzi, którzy nieustannie mnie irytowali brakiem logicznego myślenia oraz niezrozumiałą motywacją. Dodatkowo, stopień ich przerysowania przechodzi ludzkie pojęcie, zaś poziom niekonsekwencji sięga zenitu. Jak na gołej dłoni widać, że autorka uczyniła z nich marionetki, którymi mogła dyrygować tak, by podążały w pożądanym przez siebie kierunku, bez konieczności sensownego umotywowania ich działań. Za takie podejście powinno się pisarzy karać, serio.

Momentami Przybysze to powieść wręcz śmieszna, jeśli nie powiedzieć żałosna. Zdarzało się, że przez kilka stron bohaterowie mocno nad czymś debatowali, co sprawiało, że czytelnik miał wrażenie, że jest to ważne dla fabuły. Ale kiedy przychodziło co do czego, owa sytuacja była kompletnie pomijana przez autorkę, która ni z gruszki, ni z pietruszki, przeskakiwała do kolejnego wątku i nigdy już do tego wydarzenia nie wracała. Czy to świadczy o tym, że od samego początku Melissa Marr nie miała pomysłu na ciekawą fabułę? W takim razie po cholerę napisała tę powieść? W sumie powinnam od razu się domyślić, że dla pieniędzy, bo dla uciechy czytelników z pewnością nie.

Pod względem stylistycznym książka również kuleje. Dialogi są drętwe, opisy suche, powtórzenia nazbyt liczne, a konstrukcje zdań co najmniej dziwne. Właściwie trudno mi znaleźć w Przybyszach choć jedną, konkretną zaletę. Bo to, że powieść ma ładną okładkę, raczej się nie liczy, prawda? Jeślibym chciała sobie na nią popatrzeć, to w ciągu pięciu sekund znalazłabym ją w Internecie. Na pewno nie wydawałabym na nią choćby i dziesięciu złotych.

A zatem przestrzegam: jeśli ktoś szuka intrygującej, sensownej książki, która okraszona jest barwnymi opisami i zabawnymi dialogami między dobrze wykreowanymi bohaterami, to powieść Przybysze nie jest odpowiednim wyborem. Delikatnie rzecz ujmując, dzieło to dało mi do zrozumienia, że z twórczością Melissy Marr nie jest mi po drodze. Będzie mi się o wiele lepiej żyło bez znajomości książek, które napisała!

Przybysze, Melissa Marr, Uroboros 2015, s. 320.

9 komentarzy:

  1. Słyszałam o tej książce jakiś czas temu. Czytałam jakąś opinię i była ona równie nieprzychylna jak Twoja. Dlatego na pewno nie sięgnę po tę powieść.
    Pozdrawiam.
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Początkowe zdania były nawet zachęcające, ale późniejszy opis skutecznie zniechęca do sięgnięcia po tę książkę :D

    OdpowiedzUsuń
  3. A tak fajnie się zapowiadała;p Szkoda, bo lubię inne światy. Wątpię jednak czy przełknę idiotycznych bohaterów i sztuczne, bezsensowne dialogi. Podziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  4. Po twojej recenzji będę się od niej trzymać z daleka.

    OdpowiedzUsuń
  5. A już chciałem ją przeczytać. Dziękuję, że mnie przed tym uchroniłaś :D Szkoda, że wyszło jak wyszło, bo zapowiadało się naprawdę fajnie. Choć muszę przyznać, że okładka faktycznie przykuwa uwagę ;)

    Pozdrawiam :)
    http://mybooktown.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Nominowałam Cię do LBA http://maniaczkawkrainieksiazek.blogspot.com/2015/12/liebster-blog-award-2.html miłej zabawy :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Zapowiadało się ciekawie...po czym wyszło jak zawsze-spodziewasz się cudu, dostajesz cudny sposób na nerwy i załamanie...
    Ja także nominowałam Cię do LBA, mam nadzieję że odpowiesz :),pozdrawiam
    http://czytam-pisze-recenzuje-polecam.blogspot.com/2015/12/liebster-award-1.html

    OdpowiedzUsuń
  8. Wydaje się fajne, na pewno przeczytam! c:
    Zapraszam na mojego bloga!
    http://do-poduszeczki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za opinię i zapraszam ponownie!