STRONA GŁÓWNA      PRZECZYTANE      O MNIE       PARTNERZY       KONTAKT/WSPÓŁPRACA             Facebook Instagram  Ask.Fm  Lubimy czytać

5 lipca 2016

"Korona" - Kiera Cass


Recenzje poprzednich tomów: Rywalki Elita Jedyna | Następczyni

Są takie książki, do których bardzo chętnie powracam i do ich grona zaliczają się trzy pierwsze powieści z cyklu Selekcja, czyli Rywalki, Elita i Jedyna. Niestety, są też książki, które nigdy nie powinny powstać, i w przypadku Kiery Cass mowa o kontynuacji serii, czyli Następczyni i Koronie. W założeniu powieści te miały być ekscytujące. Któż by nie chciał poczytać o dzieciach swoich ulubionych książkowych bohaterów? Jednak zamiast interesującej lektury fani Americi i Maxona otrzymali nudną, pozbawioną wszelkiego sensu opowieść. I o ile na rozliczne wady czwartego tomu można było jeszcze przymknąć oko, o tyle o poziomie absurdu piątego nie da się już zapomnieć. W efekcie po Selekcji pozostał mi głęboki niesmak. Wnioski? Czasem naprawdę warto poprzestać na trylogii!

Finał Następczyni był dla mnie sporym zaskoczeniem. Jak z pełnych życia, młodych ludzi America i Maxon stali się tacy... zniedołężniali? Po przebytym zawale, którego przyczyną była ucieczka Ahrena do Francji, Ami nie była w stanie pełnić swoich królewskich obowiązków, a że jej mąż nie potrafił bez niej żyć, a i nawet funkcjonować, to trzeba było zostawić panowanie swojej niedoświadczonej córce. Serio? Ja się pytam: serio!? Kiedy Maxon stał się uzależnioną od żony fajtłapą, która nie potrafi jednocześnie nadzorować jej rekonwalescencji i rządzić krajem? Jakim cudem chwilowa niedyspozycja królowej może mieć jakikolwiek wpływ na króla, zmęczonego wprawdzie, ale nadal w pełni zdolnego do panowania? To już nawet nie jest śmieszne, to jest żałosne, że Cass nawypisywała takie bzdury, by usprawiedliwić jakoś decyzję o tym, by Eadlyn formalnie została królową. Taka droga na skróty świadczy jedynie o tym, że autorka w ogóle nie miała na to pomysłu, więc by popchnąć nudną fabułę do przodu, wymyśliła ten absurd i jeszcze pewnie liczyła, że nikt się nie pokapuje. Że nikt nie podda tego w wątpliwość? Bez jaj, przeczytałam już wiele durnych książek dla młodzieży, ale Korona bije pod tym względem wszelkie rekordy.

Wraz z nierozsądnym przyspieszeniem decyzji o przejęciu rządów przez Eadlyn wiązało się również podkręcenie tempa Eliminacji. Mylili się ci, którzy sądzili, że zdążą jeszcze naczytać się o tym zjawisku w zwieńczeniu Selekcji. Jako że cała fabuła pędziła na łeb, na szyję, także i tutaj autorka wybitnie postarała się o to, by główna bohaterka pozbywała się kolejnych kandydatów jak tylko najszybciej się da, bez wzbudzania zbytnich podejrzeń. To jedynie świadczy o tym jak idiotycznym pomysłem było ich zorganizowanie. Tym bardziej, że historia zawarta w Koronie krzyczy o tym, że powód, dla którego Maxon je zarządził, ni stąd, ni zowąd przestał mieć jakiekolwiek znaczenie. Problem rozwiązał się praktycznie sam, a Eliminacje skończyły się zupełnie inaczej niż wszyscy sądzili. Konkluzja jest następująca: napisanie tych książek ani trochę nie było podyktowane dobrem fanów, lecz ogromną chęcią wzbogacenia się. Nie mówię, że to źle, bo każdy chce zarabiać na swojej pracy, ale, do cholery, Cass mogłaby choć trochę się postarać i stworzyć fabułę, która miałaby sens i byłaby ciekawa dla odbiorcy!

Książka ma, o dziwo, aż dwa plusy. Pierwszym z nich jest wybór Eadlyn. Mimo że nader oczywisty i przewidziany przeze mnie niemal od razu po rozpoczęciu lektury Następczyni, sprawił mi ogromną przyjemność, ponieważ był oryginalny. Spodziewałam się, że autorka postawi na pragmatyzm, a nie miłość, jednak szczęśliwie zdecydowała się na coś znacznie ciekawszego. Tym samym wątek miłosny wykreowany przez Kierę Cass został przedstawiony niewinnie i romantycznie. Szalenie mi się spodobał. Czytając Koronę, autentycznie bałam się, że Eady wybierze kogoś, kogo podyktuje jej rozsądek, a nie serce. Miłośnicy historii wiedzą, ile takich aranżowanych małżeństw miało miejsce w przeszłości i jak to się niekiedy kończyło. Cieszę się, że chociaż w tym przypadku autorka poszła po rozum do głowy i pozwoliła dziewczynie wybrać osobę, którą kochała (choć nie obyło się to bez komplikacji).

Drugą zaletą Korony jest styl, w jakim została napisana powieść. Jest lekko i przyjemnie, czyli tak, jak lubi czytać większość z nas. Zakrawa to na absurd, ale naprawdę obcowanie z durną fabułą tej książki było dla mnie o wiele przyjemniejsze właśnie dzięki temu, że Kiera Cass potrafi fajnie pisać. Jestem stuprocentowo pewna, że gdyby postarała się o lepszą i ciekawszą historię Eadlyn, byłabym zachwycona, że powstały dwa dodatkowe tomy i nie ciskałabym teraz tylu gromów. Trochę to smutne, nie sądzicie? Zważywszy na to, że niewiele jej brakowało...

Ciężki kamień spadł mi z serca, że to już koniec, bo chyba nie zniosłabym kolejnej spartaczonej przez Kierę Cass książki. Lektura Następczyni i Korony uświadomiła mi, że w przypadku tej serii naprawdę warto skupić się tylko na trzech pierwszych tomach, które były ciekawe i pasjonujące - w przeciwieństwie do dwóch kolejnych. Czuję niesamowitą ulgę, że nie będę już więcej musiała (wiedziona miłością do uniwersum) patrzeć na to, jak matka tej historii własnoręcznie ją masakruje i prowadzi na samo dno. Wiem, że fani Selekcji i tak sięgną po tę powieść, zaś zwolennicy książek poświęconych Eadlyn zlinczują mnie za to, co napisałam, ale pozostałych gorąco zachęcam do tego, by nie psuli sobie wrażeń po ukończeniu Jedynej. Ja bardzo żałuję, że nie mogę wymazać z pamięci licznych zawodów, które zafundowała mi Kiera Cass. Gdyby tylko można było cofnąć czas...

Korona (Selekcja #5), Kiera Cass, Jaguar 2016, s. 304.

10 komentarzy:

  1. Dokładnie rozumiem o co ci chodzi. Ja też zupełnie nie ogarniam, dlaczego Eadlyn została królową - Maxom ma dopiero czterdzieści lat, America nabiera sił, a on oddaje tron swojej osiemnastoletniej córce. I zupełnie nie rozumiem sensu eliminacji Eadlyn, choć to dla niej chyba jedyny sposób by kogoś poznać. W tej części ją polubiłam, ale byłam za tym, żeby wybrała kogoś innego :)

    withcoffeeandbooks.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Kiera Cass już w "Następczyni" przygotowywała się do tego, by wcisnąć Eadlyn na tron, co widać doskonale po tym jak wykreowała Maxona i Americę.

    Moja niechęć do Eadlyn również zmalała w tej części. Spora doza zarozumialstwa jakimś cudem z niej wyparowała, co przyjęłam z ulgą, bo aż głupio mi było aż tak nie cierpieć córki Maxona ;)

    A co jej wyboru: ja całym sercem byłam za jej ostatecznym wybrankiem! <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Ogólnie to jeszcze nie czytałam tej i poprzedniej części, ale chcę. Właściwie to wszystkie recenzje, na które się napotykałam, były raczej zachęcające i książki podobały się autorom opinii. Nie będę się w sumie wypowiadać, bo nie wiem, czy jest tak źle i nielogicznie jak mówisz, ale muszę się o tym jak najprędzej przekonać. Dla mnie "Rywalki" były naprawdę świetną trylogią, ale potem, kiedy okazało się, że wychodzą następne części, to mój zachwyt odrobinę zmalał. Masz rację co do tego, że niektóre trylogie powinny pozostać po prostu trylogiami.
    Pozdrawiam cieplutko :)
    gabRysiek recenzuje

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytałam jedynie Syrenę tej autorki i była średnia w kierunku do słabej. Do Rywalek nigdy mnie nie ciągnęło i teraz tym bardziej odpuszczę, a jeśli w przyszlości miałabym zmienić zdanie, raczej nie będę brać się za te dodatkowe historie :)

    szczerze-o-ksiazkach.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja spodziewałam się takiego finału i ciesze się, że to ostatnia książka serii. Autorka powinna zakończyć serię jako trylogie. Pozdrawiam serdecznie

    librarycorner4all.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Niedługo ją kupię i się przekonam.
    http://lowczyniksiazekk.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. "Następczyni" też była dla mnie takim meh, a jednak sięgnę po "Koronę", żeby zakończyć już tę serię...

    OdpowiedzUsuń
  8. Miałam przeczytać, ale chyba zrezygnuję
    http://kochaneksiazki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Zdecydowanie Cass mogłaby zacząć pisać coś innego, jeśli nadal chce pisać i porzucić tę serię jakiś czas temu.



    Zapraszam do siebie :) W lipcu blog obchodzi urodziny i z tej okazji będzie sporo konkursów. Pierwszy z nich już na blogu.
    http://www.recenzjezpazurem.pl
    Diane Rose

    OdpowiedzUsuń
  10. Jestem po lekturze trzech pierwszych i nie wiem, czy po Twoich recenzjach brać się za kolejne... Na pewno nie w najbliższym czasie...
    Ogólnie mam wrażenie, że nie nadaję się do czytania książek, nie jest dla mnie ważne, że jest super happy zakończenie, które mi się podoba, bo chciałabym zawsze więcej tej słodkiej sielanki itd. I nie chcę się żegnać z bohaterami, których kocham... To takie... :(( :-(
    Wiem, że wszystko świetnie się skończyło, ale no... Nie czytałam wcześniej opisu 4 i 5 tomu i tak bardzo chciałam, żeby on był kontynuacją historii Maxona i Ami :(( :-( Myślałam,,że może zostaną pokazane te zmiany w państwie, to, że nie zawsze było kolorowo, właśnie trochę tej zwykłej sielanki, kiedy spokojnie już wiemy, że będą razem...
    Może jestem dziwna, ale to nie jest pierwszy raz, kiedy czuję się taka... Pusta? Podzielona wewnętrznie? Nie wiem, jak to ująć...
    Czy ktoś ma podobnie?

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za opinię i zapraszam ponownie!