STRONA GŁÓWNA      PRZECZYTANE      O MNIE       PARTNERZY       KONTAKT/WSPÓŁPRACA             Facebook Instagram  Ask.Fm  Lubimy czytać

10 października 2016

"Wszystko to, co wyjątkowe" - Matthew Quick


Nie spodziewałam się, że kiedykolwiek będzie mi dane sięgnąć po kolejną książkę autorstwa Matthew Quicka w polskim przekładzie. Moda na niego chyba już minęła, a przynajmniej tak mi się do tej pory wydawało. Od mojej ostatniej styczności z jego twórczością minęło sporo czasu i zdążyłam już zapomnieć o emocjach towarzyszących mi podczas lektury powieści Wybacz mi, Leonardzie czy też Prawie jak gwiazda rocka. I pewnie dlatego, widząc zapowiedź Wszystko to, co wyjątkowe ucieszyłam się jak dziecko - wszak autor ten do niedawna należał do grona moich ulubieńców. Jesteście ciekawi co się stało, że teraz już się do niego nie zalicza?

Nanette to typowa licealna gwiazda. Świetnie się uczy, przyjaźni się z najpopularniejszymi dzieciakami w szkole i na dodatek należy do szkolnej drużyny piłkarskiej. Mimo to jest nieszczęśliwa. Wszystko się zmienia, kiedy w jej ręce wpada kultowa, od lat niewznawiana powieść Kosiarz balonówki. Z dnia na dzień postanawia się zbuntować i zrewolucjonować swoje życie. Nie wie jednak, że przyjdzie jej za to zapłacić niezwykle wysoką cenę.

Wszystko to, co wyjątkowe nie odstaje zbytnio od poprzednich książek Quicka. Jest dziwna, niby skierowana do młodzieży, ale nie tylko, a do tego porusza ważne zdaniem autora tematy. Kiedyś może i by mi się to spodobało, ale teraz... niekoniecznie. W trakcie lektury miałam wrażenie, że czytam jakiś pseudofilozoficzny bełkot ukryty pod płaszczykiem mądrej powieści młodzieżowej. Po raz pierwszy też fabuła była dla mnie prawdziwie nużąca. Z drugiej strony książka bez wątpienia niesie za sobą przesłanie i skłania do refleksji, a to w prozie Quicka zawsze stanowiło największą zaletę. Być może tylko ta historia wyjątkowo do mnie nie przemówiła? Wszak nie polubiłam jej bohaterów i nie wciągnęłam się w fabułę, a mimo to z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że Wszystko to, co wyjątkowe to dobry materiał do przemyśleń dla czytelników w każdym wieku.

Jeśli już mowa o bohaterach, to zarówno Nanette, jak i Alex nie zrobili na mnie większego wrażenia. Ot, zwykli nastolatkowie ze skłonnością do buntu, jakich można spotkać wielu w literaturze skierowanej do młodzieży. Nie polubiłam ich, ale też nie znienawidziłam - najprościej rzecz ujmując, okazali się dla mnie obojętni. Na szczęście nie mogę tego powiedzieć o Bookerze, czyli ekscentrycznym autorze Kosiarza balonówki. Zdecydowanie jest to postać godna uwagi i zapamiętania, więc z przyjemnością czytałam strony mu poświęcone. O dziwo, także samą powieść jego autorstwa można uznać za bohaterkę tej historii, bowiem stanowi ważny element fabuły i nadaje jej charakteru. Nie ma co, Matthew Quick ma talent do tworzenia ciekawych postaci.

Okej, a teraz chciałabym wywołać do tablicy wszystkich miłośników prozy Johna Greena. Ekscentryczny pisarz, powieść mająca ogromny wpływ na bohaterów, którzy buntują się przeciwko komuś lub czemuś - czy coś Wam to mówi? Nie wiem, kto był pierwszy, Green z Gwiazd naszych wina czy Quick z Wszystko to, co wyjątkowe, jednak musicie przyznać, że nie świadczy to zbyt dobrze o tym, który zgapił pomysł od konkurenta. Szczerze mówiąc, właśnie to podobieństwo nie dawało mi cały czas spokoju i finalnie pozostawiło po sobie duży niesmak.

Po lekturze Wszystko to, co wyjątkowe mam jeden wniosek: chyba czas się już pożegnać z twórczością autora, a przynajmniej mocno ją ograniczyć. Najnowsza powieść Matthew Quicka tak naprawdę nie różni się zbytnio od innych jego książek, ponieważ opiera się na identycznych schematach, lecz mimo to nie przypadła mi do gustu. Trochę mnie to smuci, ponieważ zarówno Wybacz mi, Leonardzie, jak i Prawie jak gwiazda rocka bardzo mi się podobały i do dziś mam je na półce. Ale tak jak wspominałam, być może tylko z tą powieścią mam jakiś problem i w rzeczywistości to Wy dostrzeżecie jej urok i zachwycicie się historią Nanette. Czego z całego serca Wam życzę!

Wszystko to, co wyjątkowe, Matthew Quick, HarperCollins Polska 2016, s. 256.

4 komentarze:

  1. Z tym pisarzem miałam styczność dwa razy. "Poradnik pozytywnego myślenia" bardzo mi się podobał, ale już "Wybacz mi, Leonardzie" jakoś nie przypadło mi do gustu. I może przez tą drugą książkę nie sięgnęłam po resztę jego twórczości. Może kiedyś to zmienię, ale wątpię. Wyrosłam z młodzieżowej literatury :/

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja z Quickiem mam ten problem, że o ile lubię jego pióro, to mam wrażenie, że w każdej książce czytam o tym samym, a to się niestety nudzi. Ale pewnie i po ten tytuł jednak sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Takie książki raczej nie są dla mnie. Niby ważne tematy i w ogóle, ale mam wrażenie, że obecnie jest to już w zasadzie w każdej książce młodzieżowej. Ja też już z nich wyrosłam.
    szczerze-o-ksiazkach.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie czytałam nic tego autora; jakoś nigdy mnie nie ciągnęło do jego książek i ta recenzja upewniła mnie w tym. Nie lubię zbyt twórczości Greena. Niby jest okey, ale kolokwialnie mówiąc du*y nie urywa. Dlatego jakiekolwiek podobieństwo raczej sprawia, że wolę tego autora ominąć szerokim okręgiem. Pozdrawiam, Wielopasja PS. Bardzo dobrze napisana recenzja. Może momentami było za dużo słowa "wszak",jednakże czytało się świetnie.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za opinię i zapraszam ponownie!